Pies na mrozie. Czy to zawsze barbarzyństwo?
Pies na mrozie. Czy to zawsze barbarzyństwo?

wróć... Pies na mrozie. Czy to zawsze barbarzyństwo?

Zimą temat psów przebywających na zewnątrz wraca jak bumerang i regularnie wywołuje emocjonalne spory. Czy każdy pies pozostawiony na mrozie jest ofiarą okrucieństwa? A może część ras została stworzona do życia w niskich temperaturach? Wyjaśniamy, gdzie kończy się troska, a zaczyna ideologia.

Gdy mróz zabija – granica, której nie wolno przekraczać

Dwucyfrowe wartości na minusie, silny wiatr i wilgoć to warunki, w których pozostawianie psów na zewnątrz bywa zwyczajnym barbarzyństwem. Szczególnie wtedy, gdy zwierzęta tkwią w nieocieplonych, prowizorycznych budach, często przywiązane ciężkimi łańcuchami, bez możliwości schronienia się przed zimnem. 

Taka praktyka nie ma nic wspólnego z tradycją ani „hartowaniem” psa – jest po prostu znęcaniem się nad zwierzęciem. Pies, który marznie, cierpi nie tylko fizycznie. Długotrwałe wychłodzenie prowadzi do chorób stawów, nerek, układu oddechowego, a w skrajnych przypadkach do śmierci. Zwierzę uwiązane na łańcuchu nie ma szansy się rozgrzać, schować ani poszukać pomocy. W takich sytuacjach reakcja sąsiadów, organizacji prozwierzęcych czy służb jest nie tylko uzasadniona, ale wręcz konieczna. Prawo jasno mówi: zwierzę nie jest rzeczą, a zapewnienie mu humanitarnych warunków bytowania jest obowiązkiem opiekuna.

Nie każdy pies marznie – rasy stworzone do zimna

Problem zaczyna się wtedy, gdy próbujemy stosować jedną miarę do wszystkich psów. Tymczasem istnieje wiele ras, które od wieków przystosowane są do życia w niskich temperaturach i wręcz źle znoszą ciepłe, zamknięte mieszkania. Klasycznym przykładem jest owczarek kaukaski – pies stróżujący, obdarzony gęstą, dwuwarstwową sierścią, który zimą czuje się najlepiej.

Do ras zimnolubnych należą również owczarek środkowoazjatycki, akita inu, malamut, husky, nowofundland czy mastiff tybetański. Psy te zostały wyhodowane do pracy na zewnątrz, w śniegu i mrozie. W blokach często się męczą, przegrzewają, stają się apatyczne lub nadpobudliwe. Dla nich chłód nie jest karą, lecz naturalnym środowiskiem.

Ideologia kontra biologia

W debacie publicznej coraz częściej pojawiają się głosy, że wszystkie psy – bez wyjątku – powinny mieszkać w domach lub mieszkaniach. Przykładem może być wypowiedź posłanki Lewicy Sylwii Spurek, która w rozmowie z portalem OKO.press podkreślała, że „pies nie jest zwierzęciem podwórkowym i jego miejscem jest dom z człowiekiem”. To stanowisko, choć motywowane troską o dobro zwierząt, nie uwzględnia różnic rasowych i biologicznych.

Prawda jest bardziej złożona. Pies przedstawiciel rasy prawdziwie zimnolubnej może być utrzymywany na zewnątrz – ale tylko pod pewnymi, bardzo rygorystycznymi warunkami. Łańcuch jest absolutnie niedopuszczalny. Zwierzę musi mieć możliwość swobodnego poruszania się, kontaktu z opiekunem i bodźców społecznych.

Konieczne jest także odpowiednie schronienie: solidna, ocieplona buda, chroniąca przed wiatrem i wilgocią. Pies musi mieć stały dostęp do świeżej, niezamarzniętej wody oraz pełnoporcjowych, energetycznych posiłków dostosowanych do zimowych warunków. Równie ważna jest obecność człowieka – nawet najbardziej samodzielny pies stróżujący nie może być pozostawiony sam sobie.

Zimowy los psa nie zależy od temperatury na termometrze, lecz od odpowiedzialności opiekuna. I to właśnie ona powinna być punktem wyjścia w każdej dyskusji o psach na mrozie.

(BKJ)